nudzimisie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

Przepraszam za to, że jestem egoistką. Za to, że jestem outsiderką i indywidualistką. Za to, że uciekam przed problemami i poważnymi rozmowami. Za to, że słucham techno i podkochuję się w głupich dresach. Za to, że czasami żyję w różowym świecie. Za to, że jestem próżna i lubię malowac paznokcie. Za to, że czasem przeglądam się w wystawach i za to, że tak głośno mówię. Że nie potrafię dochować tajemnic, że śmieję się z innych i z cudzego nieszczęścia. Że nie potrafię zrozumiec innych. Przepraszam za mój żałosny śmiech i za to, że rzucam się na parkiecie jak fretka.
Czy komus przeszkadza coś jeszcze? O czym zapomniałam?

Tak na dobrą sprawę, to nie wiem co ja tu robię. =___= Ach tak, intensywnie ucze się WOSu , widac przecież, nie?
Czuję się ODROBINĘ przytłoczona szkołą i nadmiarem obowiązków. Bo przywykłam do obijania się i nicnierobienia. No, ale niestety, w życiu każdego cżłowieka następouje taka chwila, gdy trzeba zacząc myśleć. Ojej, aaałć, już boli. Dzisiaj pierwsza lekcja prywatnego angielskiego. Oby ludzie byli w miarę zabawni, bo nie przeżyję 5 nudnych lekcji angielskiego tygodniowo! Amen.
I cooo? I wy mi mówicie, że on nie jest przystojny? Że jest za brzydki? Czy wyście na głowe upadli? A pamiętacie, żeby podobał mi się ktoś , kto jest przystojny? Kto się nie tnie, albo nie słucha techno? Bo ja nie!
I tak na marginesie, to jestem świeżo po mojej imprezie 18stkowej. Fajnie, bo jestem chyba jedną z niewielu osób, która pamięta większość (też nie wszystko, chyba, że ktoś mi wytłumaczy skąd ten wielki siniak na moim udzie, hę?). I w ogóle pierwsze skojarzenie z moją osiemnastką to Wojtek gibający się w rytm theme’u z „Mortal Kombat”. O taaak, to było mocne! No czad był, tyle. W piątek poprawiny.
No i kochani, kto pójdzie ze mną na połowinki? Hm? Nie ma chętnych? No to zajebiście! Pójdę sama i dam się zgwałcić masie dresów, jea. Bo prawda jest taka, że gdyby nie kilka wspaniałych osób, dawno bym już straciła cnote na imprezie techno. Spasiba balszoje.

Czuję się tak beznadziejnie, po tej imprezie. Z jednej strony było bosko. A z drugiej NIE. Masz szczęście, że się nie uczesałeś , koleś, bo bym umała z podniecenia.
WGNPA.

You’re a fucking motherfucker
Yea fuck you
Fuck you
Fuck, fuck, fuck, fuck!

Jejeje, wielbię TO. Wielbię ICH. A 25 listopada roku bierzącego, będzie dniem mojego pogrzebu. Umrę z rozpaczy. Nie, to wcale nie przenośnia. To nie ironia. Uschnę i tyle. Dlaczego? Dlaczego? Jak to? To jeszcze nie wiecie? MUSE W BERLINIE! 8 godzin (ok trochę więcej…) drogi z tąd, Boski Metju, Boski Dom i Boski Kris. Będą tak bliiisko. ;____; A ja nie pojadę!!! Umrę… Wię cprosze, jeśli ktoś mnie przemyci nielegalnie za granicę, cichaczem wniesie do Areny i dyskretnie postawi pod sceną, TO JA BARDZO CHĘNIE! Duszę sprzedam… Podałabym numer konta, dla wpływającej gotówki, jesli bym takowy posiadała… ;3

Więc, dobrzy ludzie, wspierajcie mnie duchowo, abym ten dzień przeżyła bez (większego) szwanku. Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.

You’re a fucking motherfucker!

Grace

7 komentarzy

Wakacje chylą się ku końcowi. A właściwie to już się skończyły. Obijałam się równo i czuje się tak obita, jak nigdy. Cóż, tegoroczna kanikuła nie sprzyjała ocieplaniu kontaktów. Wprost przeciwnie. I jestem z tego powodu zła/zawiedziona, ale jednocześnie się cieszę, bo chociaż odchamianiu i edukowaniu się, poświęciłam marne godziny, to wakacje nie były stracone, bo zobaczyłam, co jest tak naprawdę ważne. (lol.) Zobaczyłam KTO jest dla mnie ważny, a dla kogo JA jestem ważna. A to istotna sprawa.
Przestałam już narzekac i bać się matury, teraz się przygotowuję.
A przez te wakacje, jak przez żadne inne, odkryłam tylke wspaniałej muzyki, że aaach! Ztravisowałam się , zkasabianowałam, pokochałam Jeff’a Buckley’a (dlaczego tak genialny muzyk, musi nie zyć…?). Do tego Panic! At The Disco (ech, Brendon ;3), Colour Of Fire, Patrick Wolf, nisamowity Thom Yorke i Muse, Muse, Muse… Mam wspomnienia zamknięte na płycie CD i gdy przyjdzie mroźna zima, będę słuchać i sobie przypominać. A perspektywa zimy jest już bardzo wyraźna – zimno, chłodno. Mówiąc kolokwialnie, piździ jak cholera. Spałam dzisiaj w wełnianych skarpetach, robionych na drutach, a i tak było mi zimno i marznę wciąż. Ok, ok, rozumiem, mamy 1 września. Ale , litości!, jeszcze całe 3 dni wakacji!

Ach tak, znów zostane posądzona i ściąganie (lub, nie daj Boże, zmaldonkowanie! *joke ;**), ale jestem próżna. A bycia próżnym jest fajne. Och taaak! Co ja na siebie ząloże w poniedziałek?!


  • RSS