ujmę to górnolotnie.
zatracam się w pustej egzystencji, która nie wnosi nic, poza smutkiem i harówką. no niech będzie, przyznaję, że istenieje również promyczek szczęścia, który ma na imię Matt i wesoło do was macha swoimi 6-oma strunami. ale poza nim romansuję już tylko z panem Bernoullim , oraz z wesołą Krysią traktorzystką. coca cola śpiewa, że coraz bliżej święta, ale co z tego , gdy będą przesrane? dzisiejszy dzien należy do tych, w których wszyst mi obojętne. więc Bóg z wami, lub smażcie się w piekle, jak wolicie.
martwi mnie jedno. dlaczego ludzie mają tendencję do wymyślania osób idealnych? dlaczego podświadomie wierzą, że takie istnieją? że jak w amerykańskim filmi, lub reklamie rexony, wpadną na siebie, spojrzą głęboko w oczy i będą wiedzieli, że to TO. a gówno prawda. 18 lat w to wierzyłam (tak jest kochani, jestem starym prykiem, skończyłam już 18 lat :/), a teraz ucze się na cudzych błędach i wiem, że żyłam w słodkiej nieświadomości. nie istnieje osoba tak idealna, która byłaby w stanie pokochac takiego matoła. matoła, który wierzy w to, że to opór powietrza zatrzymał Portugalczyków i pozwolił na wygraną Polakom. który nie jest w stanie poradzić sobie z najprostszymi rzeczami, typu statystyka. poużalałabym się jeszcze trochę nad soba, ale już mi brak inwencji twórczej…

ps. tup, tup, tup…
słyszycie to?
widzicie?
blog powoli odchodzi. umiera śmiercią naturalną. tak to jest z miejscami, w których się tylko biadoli. pozwólcie mu odejść w spokoju.
ps.ps. a teraz zabawcie się w maturzystów, rozłóżcię tę notkę na części pierwsze i zinterpretujcie ją. niedługo dostarczę wam klucz.