A tak, tylko sobie straszę tematem. ;]

Co prawda, nie powinnam hopać dopóki nie przeskoczę , ale, ale (złapali górale) z powodu stresu (że niby zapomniałam o ustnej maturze z polskiego… eee! długa historia) muszę się wyluzować (czyt. wyżyć). Soooory, ale nagie plecy francuskiego bożyszcza w tym momencie już nie wystarczają.

Matura już prawie na półmetku (praaawie no, bo angielski ustny się liczy tylko trochę ;>), warto więc pomyśleć o studiach (hehe.). No aleeee, mało który kierunek niesie z sobą wyraźne korzyści. Tak właściwie to tylko archeologia. Bo w głowie układa mi się następujący łańcuch : studia archeologiczne -> praca w terenie -> opalone męskie ciała w słonecznych promieniach. Tak się przedstawia moja przyszłość (bo nie mam zamiaru abstrahować od rzuconej w dzieciństwie przepowiedni – pracy nie znajdziesz, ale wyjdziesz bogato za mąż).
Jest też kierunek o egzotycznej nazwie rusycystyka. Nauka rosyjskiego, stopniowe budzenie rosyjskiej duszy w sobie (ja niestety nie mam już nic do budzenia, ale to dla towarzyszy picia.), aż w końcu eskapady na wschód. Co z tego, że zimno? Wiecie ilu arystokratów żyje w Rosji? Ok, coś koło 3% , ale mnie to nie zniechęca.
Z doświadczenia wiem, że najbardziej pociągający są informatycy, tudzież matematycy, więc politechnika (wraz z prywatnym haremem) wydaje się być kolejnym, po archeologii i rusycystyce, pomysłem na przyszłość. Pomijam już fakt, że gubię się w dodawaniu. Czy to ważne? Niee.
Kolejna alternatywa to rzucenie studiów w cholerę i wyjazd do pięknej Anglii. (tak sobie myślę, Anglicy są całkiem bogaci, prawda?) Oczywiście, wyjazd będzie tak czy inaczej, niewiadomą pozostaje tylko miejsce pobytu. Spokojny (huh.) Londyn, czy szaloooony Bristol? Cóż, poświęcę się i wyjdę za narkomana. (pod warunkiem, że będzie to brunet o imieniu Joe)
Ostatnia z możliwości, ta najbardziej skromna, to podjęcie pracy. Kopanie rowów/ smażenie frytek w McDonald’s/ stanie na promocji w stroju marchewki. Brzmi niezbyt obiecująco, ale wszystko łączy się z jednym – masz szefa. Dalej dopowiedzcie sobie same… (bo chyba żaden facet nie dotrwał tak daleko?)

Ps. Oczywiście, powyższy plan zostanie wprowadzony w życie tylko wtedy, gdy boski Matthew będzie chciał inną. ;]