nudzimisie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

.

10 komentarzy

Zastanawialiście się kiedyś nad małymi rzeczami, które sprawiają wam ogromną przyjemność? Ja owszem i doszłam do wniosku, że takimi przyjemnościami jest np. żucie gumy, albo strzelanie z bąbelków (bąbelkowe koperty, opakowania od sprzętu rtv, wiecie o co biega?). I analogicznie, rzeczy w życiu codziennym, które są najgorszą zmorą. U mnie w pierwszej 10. zawsze plasowały się wędkowanie i grzybobranie. O tym, że ryby mnie nie lubią wiedziałam zawsze, ale , że grzyby? O tym dowiedziałam się dzisiejszej nocy, gdy rzygałam jak kot. (myślę sobie, że powinnam wam oszczędzić tak drastycznych szczegółów z mojego żywota, ale co tam ;))
Wracając do przyjemnych aspektów – ludzie mają pasje. Ja ,niestety, oprócz żucia gumy, nie mam żadnego hobby.
To smutne, bo próbowałam w życiu bardzo wiele – od zbierania pocztówek, aż po śpiewanie (co skończyło się niedowracalną wadą słuchu dla najbliższych, a dla mnie urazem głowy, po licznych interwencjach słuchającyh).
Co mnie skłoniło do refleksji. Mianowicie, ostatnio atakowana jestem przez programy ukazujące tańczące talenty (i bynajmniej, nie jest to taniec z gwiazdami, wypraszam sobie).
Poza tym, że mogę poderwać krumpingowca (Traaaavis.) bo wiem, na czym owy krumping polega, wyniosłam jeszcze tyle, że ludzie w wieku 18-19 lat, dochodzą w życiu do niebylejakiego CZEGOŚ. I to jest fajne, ale i dołujące zarazem.
Cóż, niby może i mogłabyć zostać queen of the dancefloor, ale od razu nasuwa mi się na myśl Damian mówiący „Gleba, a ty w ogóle potrafisz ruszać biodrami?”.
W każdym razie, myślę, że Bóg, anioły, los, czy to coś co nad nami czuwa, przewidział jakąś „super” opcję dla każdego z nas i coś w czym każdy będzie mógł się wykazać.
Być może ja kiedyś wezme udział w biciu rekordu na ilośc paczek gum wyżutych w ciągu dnia.

Cóż,może w końcu napiszę coś na poważnie. Bez ochów, achów, popadania w samouwielbienie, robienia z siebie idiotki, tudzież komentowania (cudownej) urody boskiego Matthew. Podejmę w końcu tabu!
Tak więc na całkiem poważnie – LATO SIĘ SKOŃCZYŁO!
Z tej okazji minuta ciszy.
Ok, wystarczy.
To lato było naprawdę cudowne i chociaż mam jeszcze kawałek wakacji, to to nie jest już to samo. Urlopy się skończyły, dzieci hop siup w szkole, a pogoda, że tak powiem, zeszmaciła się kompletnie. O 16 nie da się wepchnąć do zetki, dzieci depczą po stopach, babcie dyszą nad głową.
A teraz na całkiem poważnie – najbardziej na świecie nienawidzę pewnej cechy swojego charakteru – ciągle na coś czekam. Zna ktoś może receptę na udane życie? (jeeej, powiało reklamą leku na prostatę). Oczywiście, wiem carpe diem, takie tem, bleh,bleh, ale tak na serio,w praktyce. Naprawdę, chciałabym się cieszyć każdą chwilą,ale cały czas coś jest nie tak. W lato, za gorąco, to chcę już jesień, ale nagle jesień zwala się niespodziewanie z arktycznymi frontami atmosferycznymi i myślę sobie, cholera, byle do świąt! Święta przychodzą, ale nie są takie jak zawsze, atmosferę przypomina tylko zapach gaszonej świeczki. Byle do wiosny! Byle do wakacji! I ciągle na coś czekam. Albo wspominam miłe chwile, cudowne momenty, które wtedy wcale nie wydawały się takie wspaniałe.
Teraz chciałabym połowę czerwca, kiedy to czułam się taka zajebista i niezależna, nie myślałam o studiach, tylko o tym, że w nocy z 30 czerwca na 1 lipca strace dziewictwo. O DżIzAs! I tak w kółko.
Gdyby nie ta pieprzona pogoda, to wszystko było by w porządku. Odzyskałam nawet wiarę w człowieka. Bo w momencie, gdy cham i prostak nie potrafi Cie w kulturalny sposób zaprosić na randkę,pojawia się miły chłopiec z Rumunii, z którym można pogadać o muzyce, kawie i papugach.
Czyli nie jest źle. Powiem nawet,że jest całkiem cool.
Tylko niech lato wróci. ._.


  • RSS