jak zwykle brak mi słów. te genialne koncerty pamiętam jak przez mgłe, te mniej genialne pamiętam lepiej, ale przy tych genialnych wypadają marnie, więc nie warto nich pisać. interpol cudowny, boski, rewelacyjny. znów udało mi się znaleźć świetną miejscówkę (mniej więcej to samo miejsce co rok temu na muse). daniel chował mi się za głośnik ale jak już wyskakiwał ojaojaojaoja, cud facet. ;D paul się na mnie spojrzał, jajajaj! no i generalnie to kisiel, kisiel, kisiel. od soboty katuję się interpolem i żal mi, że jest już po wszystkim.
a z innych świetnych koncertów to : pierwszego dnia jak najbardziej the cribs. świetni są na żywo, pogo było też niezłe, czyli to co gleba ludzi najbardziej – masa spoconych facetów bez koszulek obijających sie o siebie pod sceną. lala. jakos tak nie mogę się skupić na muzyce the cribs, jak myślę o tym pogo, no. ale koncert był przedni, pierwszego dnia najlepszy. a pierwszego dnia widziałam też editorsów (mówiłam już, ale powtórzę – kocham anglików mówiących po polsku ;D), roisin murphy (wariatka normalnie, love her) no i raconteurs, którzy troszkę smucili.
drugi dzień – wszyscy zjedzeni przez interpol. a z polskich no to rotofobia bardzo łanie dała radę no i boskie loco star – ach, ach, kocham głos marsiji i chcę ich gdzieś tu w łodzi. były jeszcze cocorosie, matulu, kocham jee! a widziałam tylko 20 minut koncertu niestety  zostałam jeszcze poobijana przez masę 50-letnich punkow, którzy w namiocie czekali na sex pistols. tak więc okoliczności nie sprzyjały. ale słyszałam na żywo japan. cudooo, chcę je w polsce.
a trzeci dzień, łooo, tu też była miazga. może bez kiślu, ale miazga była. z polskich zmiażdżyli mnie bajzel i hatifnats. a ze światowców no to napierw massive attack, a potem chemical brothers. o mamo, co tam się działo, ciary były takie, że słów brak.
zresztą brak mi słów co do całego openera. chodziłam gdzie chciałam, widziałam prawie wszystko, co chciałam zobaczyć. miałam też miłe towarzystwo, fiku kochany, miotło droga moja, kłaniam się wam i dziwię, żeście ze mną wytrzymali. ;)
no to, teraz byle do następnego openera. i tak patrząc na moje statystyki na last.fm – muse byli, interpol także, to teraz czas na nine inch nails, cooo? ;)
a tak z ostatniej chwili : wpadłam dzisiaj na pomysł wyjazdu na festiwal w jarocinie. do festu zostało 1,5 tygodnia, życzcie mi szczęśćia. ;P