i jak powiedziała leśna, tak mogłyby brzmieć oświadczny, a ja się zgadzam w nią w 100%. tak więc padajcie na kolana i mówcie „niebo spadło na ziemię, lecz gwiazdy wyglądają pięknie na tobie”.
i nie wiem od czego zacząć, bo nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiego rodzaju energii. nie mogę napisać, że było czadowo, bo nie było. ale było bajecznie. panowie z sigur rós… wróć! elfy z sigur rós stworzyły taki klimat, taką atmosferę, że siedzę teraz i smarkam w poduszkę, myśląc o tym, żeby tam znowu wrócić (i to jest najgorszy aspekt wszystkich gigów). brokat na twarzy, konfetti z nieba i jonsi masakrujący smyczkiem gitarę. plus jeszcze pan ólafur, który jest chyba jednym z najsympatyczniejszych i najbardziej uroczych… powiedziałabym ludzi, ale mam wrażenie, że to nie ludzie, a zupełnie inny gatunek latał w środę po scenie w parku sowińskiego.
i mogłabym się rozpływać na setlistą, nad fantastycznym nałośnieniem, idealną miejscówką dla koncertu, wspaniałą publiką, ale byłoby to nader racjonalne, a jakośod środy wieczór racjonalnie nie myślę.
pozostaje mi tylko dziękować za to, że się urodziłam i, że wyleciałam ze studiów, by później mieć czas na zarabianie ciężkiej kasy. a poza tym to gromkie fenk ju za wspaniałe towarzystwo, afterparty i nocowanko.
ps. biała podlaska znów dała o sobie znać.